Shannon Larkin o występie z Black Sabbath

11 sierpnia 2012 | 10:51

Shannon Larkin w 1997 roku podczas jednego z koncertów trasy Ozzfest zastąpił Mike’a Bordina za zestawem perkusyjnym Black Sabbath i solowego zespołu Ozzy’ego Osbourne’a. Po 15 latach tak to wspomina to wydarzenie na łamach loudwire.com:

„Mój kumpel Robert Trujillo grał w tym czasie z Ozzym Osbourne’m. Chodził na moje koncerty w różnych kapelach, więc wiedział jak gram. Poszedł do Sharon Osbourne i powiedział – mam kolesia. Sharon wiedziała dobrze, że jeśli Robert stwierdził, że koleś jest dobry, to tak jest. W dalszym ciągu jednak musiałem przejść przesłuchanie. Przyleciałem na miejsce, wszedłem na tą wielką scenę w Phoenix, a perkusista Fear Factory użyczył mi swojego zestawu. Pojawili się Tony Iommi z Geezerem Butlerem i zagraliśmy ze trzy utwory, które poszły mi znakomicie.”

Larkin wspomina także przelot prywatnym odrzutowcem z Black Sabbath i zespołem Ozzy’ego:
„W samolocie zaczęło robić się strasznie gorąco i Ozzy zaczął się dziwnie zachowywać. Z wylotu klimatyzacji zaczął wydobywać się dym, a ja tylko patrzałem przez okno myśląc, że nie licząc mojej żony rodzącej dziecko, to największy moment w moim życiu. Jeśli samolot spadnie, to zostanę legendą. Nikt nie będzie wiedział jak się nazywam, ale będę tym kolesiem, który rozbił się razem z Sabbathami.”

Na szczęście samolot się nie rozbił i po zmianie odrzutowca na inny ekipa dotarła do celu:
„Czułem się jak prawdziwa gwiazda rocka, do tej pory było mi to obce. Chciałbym mieć z tego jakieś zdjęcia czy filmy, bo było to tak ogromne przeżycie, że niewiele pamiętam. Kojarzę głównie moment, w którym na sam koniec setu Black Sabbath wstałem i zacząłem schodzić ze sceny. Wtedy Ozzy mnie zawołał i podszedłem do nich. Objęliśmy się za ramiona i ukłoniliśmy publiczności. To tyle o mojej chwili z Black Sabbath, jednej z najlepszych rzeczy, która mnie spotkała w żyicu.”