Relacje i zdjęcia fanów z Impact Festival 2015

9 lipca 2015 | 10:44

Mało było koncertów które były w stanie zapaść mi w pamięć tak jak dwa, które miały miejsce na Impact Festival, a dokładniej Hollywood Undead oraz Godsmack. W efekcie mimo wielkich kontrowersji związanych z organizacją imprezy doszedłem do wniosku, że nieświadomie prowadzący zrobili najlepszy krok jaki tylko zrobić mogli.

Hollywood Undead 17:25 – 18:25

Sam z siebie zespół dosyć specyficzny gdyż rapcore czy inne tego typu gatunki są różnie odbierane przez publikę, najczęściej negatywnie. Jednak mimo wszystko uważam, że był to jeden ze strzałów w dziesiątkę który mogli zrobić. Osobiście bardzo lubię ten zespół i aż miło się oglądało kiedy poszczególni członkowie zespołów wchodzili w interakcję z publiką zachęcając ich do skandowania, skakania etc. Kawałki, które grali tak samo były jedynymi z najbardziej skocznych i dobrych do wspólnej zabawy. Gest wzięcia dzieciaka z publiki na scenę był kolejnym zabiegiem, który podkręcił klimat całego show. Drobny gest, a jednak cieszy, chłopak dosłownie wygrał życie gdyż nie tylko mógł się przedstawić, ale jednocześnie cały jeden utwór miał okazję z nimi śpiewać… Baaaaa, dostał nawet własny mikrofon na pewnym etapie, a jego własna maska i bluza idealnie wpasowała się w sam zespół. Jednak co jak co, ale jeśli ktoś mi mówi, że przez prawie cały czas myślał, że to członek zespołu to chyba oznacza, że wpasował się idealnie ;) I na tym oraz kilku innych akcentach pierwszy ważny koncert się zakończył.

Kończy się koncert i tym samym zaczyna kropić deszcz a ludzie przenoszą się do środka Areny na miejsce w którym to mają rozpocząć się dwa kolejne koncerty Gorija oraz Slipknot.

I faktycznie, teren opustoszał za wyjątkiem garstki ludzi w tym nas (Mnie oraz Arka) którzy to pod barierkami na samym środku zostali w celu wyczekania 5,5h na sam końcowy zespół Godsmack, który miał wystąpić dopiero o 23:30. Jednak już od samego początku nie zapowiadało się kolorowo, warunki pogodowe + DJ Kebs były skutecznie rzucanymi kłodami pod nogi, które w żadnym to stopniu nie ułatwiały spędzenia tam czasu. Jednak wytrwali fani na tym nie poprzestali gdyż mimo ich nielicznej grupki spokojnie mogli umilić sobie czas czy to rozmowami czy też dopingowaniem ekipy, która przez te kilka godzin przygotowywała ostatnią gwiazdę. Odbiło się to dookoła pozytywnym nastawieniem nie tylko od strony ludzi towarzyszących i mijających nas lecz także od ochrony, która z nami na spokojnie rozmawiała jak i też ekipy nagłośnieniowej, którzy tak samo pozytywnie reagowali na nas. I w taki to sposób nasza interakcja była pierwszym wynagrodzeniem naszej obecności, później przerodziło się to także w podarowanie nam dwóch lineupów z poprzednich koncertów.

Mijają kolejne godziny i w pewnym momencie pogoda daje dosyć srogie się we znaki, w pierw paskudny wiatr a później coraz to mocniejszy deszcz. Miny ekipy rozkładającej nagłośnienie również nietęgie, gdyż i oni musieli zabezpieczać bez przerwy sprzęt przed deszczem, który również padał na samą scenę coraz konkretniej. W między czasie co jakiś czas wychodzili ludzie ze środka Atlas Areny i pokrótce streszczając ich zawód dwoma gwiazdami przede wszystkim Goriją + ale także i główną gwiazdą Slipknotem.

Zostało 15 minut do koncertu!

Ludzie wyraźnie zaczęli się zbierać tworząc za nami mały tłum przeradzający się systematycznie w coś konkretnego. W tym momencie kończy się występ głównej gwiazdy i kolejny ogrom ludzi zaczyna wylewać się na zewnątrz tworząc jeden wielki i gęsty tłum na praktycznie całej powierzchni i w tym momencie zaczynam się zastanawiać czy aby główną gwiazdą nie powinien być inny zespół niż ten który grał w środku Atlas Areny.

5minut -> 2minuty -> 1 Minuta -> niech rozpocznie się show!

Godzina 23:30 ‘mala’ scena przed Atlas Areną

Ochrona w pełnej gotowości w żółtych kubraczkach rodem z biedronki, muzyka z radia cichnie. Na scenie pokazują się członkowie zespołu Godsmack! W tym momencie przeolbrzymi tłum, który zdołał się zebrać mimo wszystko na dość małej powierzchni zaczyna wiwatować. Po chwili słychać charakterystyczne odgłosy rodem z korytarzy, syreny więzienne i odgłosy wystrzałów, a to znak, że po nich po kilku sekundach nastąpi pierwszy utwór.

„Straight Out of Line” i w tym momencie rozpoczyna się koncert. Ciężkie i czysto Hard Rockowe brzmienie, a publika odpowiedziała na to śpiewem wraz z zespołem już od samego początku oraz pogo i nie tylko, które skutecznie mogliśmy odczuć na własnych plecach. Skutek przyniosło to natychmiastowy w postaci niemałego zdziwienia na twarzach artystów.

Artyści zespołu Godsmack wychodząc do nas w Łodzi byli widocznie przekonani, że w tym kraju ich popularność jest znikoma i prawie wszyscy tam zebrani, a przynajmniej znaczna większość usłyszy i pozna ich dopiero po raz pierwszy w życiu i w ten właśnie sposób rozpoczęli show.

Przyszła pora na „Awake”. Zespół w trakcie grania był coraz to bardziej zaskoczony tym jak ludzie świetnie znają ich utwory, w jaki sposób reagują oraz jak podchodzą do refrenów.

“I’m alive for you. I’m awake because of you.
I’m alive I told you. I’m awake swallowing you.”

Ludzie nawet i bez specjalnych znaków i gestów ze strony wykonawców byli w stanie akcentować, skandować odpowiednie słowa, okrzyki etc. Co było ich kolejnym powodem do zdziwienia. Chwilę później nastąpiło ich przywitanie ponowne ostry ryk silnika zapowiadającego kolejny utwór.

„1000hp” utwór bliski całemu zespołowi, w którym to każdy jeździ na Harleyu Davidsonie, a jest to jednym z odwołań. W tym momencie obie strony miały okazję do całkowitego szaleństwa. Zabawa w tłumie, skandowanie, energiczna i żywa gra na perkusji oraz gitarach, a przede wszystkim śpiew od mocnego refrenu po łagodniejsze zwrotki.

„Turn it up one more time
Get it up get it up feel alive”

Uśmiech zespołowi nie schodził z twarzy widząc reakcję publiczności na ich obecność i twórczość i nie trzeba było długo czekać aby chwilę później nastąpił kolejny kawałek.

„Crying Like a Bitch” następstwem mocnego Rockowego brzmienia, w którym to tłum kontynuował to, co rozpoczął na poprzednich kawałkach.

Jednak nie samymi wariacjami człowiek żyje i na każdym porządnym koncercie powinien być zachowany balans między utworami żywymi a spokojniejszymi. „Something Different”, który jest kawałkiem o charakterze spokojniejszym i wolniejszym jednak łączy w sobie szybsze partie dzięki którym publika miała okazję ochłonąć. Już od samego początku ludzie chętnie szli za wokalistą towarzysząc mu głosem podczas śpiewu z czego dostali większą część utworu do samodzielnego zaśpiewania niż w wypadku poprzednich utworów (Np. 1000hp).

„Keep Away” jeden ze sztandarowych utworów Godsmacka, który w wykonaniu koncertowym jest wzbogacany o dodatkowe riffy, pauzy na których wokalista może odezwać się do tłumu. Był to moment, w którym Sully Erna wyrażał swoje zadowolenie dla występu w naszym kraju, tego jak jest niesamowicie tutaj występować, ale jednocześnie zagrzewając wszystkich do dalszej aktywności. Jednak jak każdy kawałek tak i ten musiał się skończyć z konkretnym uderzeniem, jednak po nim miał dopiero nastąpić utwór, który mimo niezbyt skomplikowanego tekstu można podpisać pod trudny rytmicznie dla publiki z wpasowaniem się we właściwe akcenty.

Tak nastał czas „Voodoo”, który jest kawałkiem rzadko granym na ich występach prawdopodobnie właśnie przez opisany przeze mnie powód w poprzednim zdaniu. Z wyciszenia rozpoczęły się uderzenia perkusyjne wraz z towarzyszącą gitarą basową i tłem gitary elektrycznej i ten akcent dał wszystkim znak, że to właśnie ten kawałek nadchodzi. Już od samego początku wszyscy poszli za Sullym i każde słowo razem z nim śpiewali jednak co ważniejsze, tłum wpasowywał się w każdy akcent utworu łącznie z trudniejszymi przejściami. To już był konkretny znak dla zespołu Godsmack z czym i z kim mają do czynienia, a dokładniej z Polską publicznością, która nie bez powodu jest opisywana przez zagranicznych artystów wracających do naszego kraju jako jedna z najlepszych (Jeśli nie najlepsza). Sam kawałek nie trwał wiecznie, ponieważ chwilę po nim wokalista zszedł ze środka sceny aby zasiąść na drugiej perkusji i dzięki temu rozpoczęła się ich popisowa bitwa perkusistów.

„Batalla de los tambores” jest to utwór, w którym oboje perkusiści pokazują swój kunszt poprzez niesamowite przejścia z perkusji i bębenków Toca, na których operuje wokalista i tak samo niemałych rozmiarów perkusji Shanona Larkina. Ten kawałek jest pokazem niesamowitej rytmiki, która jest w stanie łączyć się tak samo z interakcją z publiką która również momentami rytmicznie klaskała tworząc uzupełnienie dla całego utworu. Bardzo długa seria rozwijających się partii, z których każda wchodzi na kolejny (wyższy) poziom zaawansowania. W między czasie w utwór można wyłapać nawiązania do utworów takich jak AC/DC – Back In Black czy Black Sabbath – War Pigs. Jednakże sam utwór w gładki sposób jest przejściem w kolejny który to zaraz miał miejsce.

„Whatever” można śmiało nazwać kontynuacją poprzedniego kawałka, który nie dawał publiczności chwili odpoczynku tylko zagrzewał do zabawy na każdym jego odcinku. Ten utwór podobnie jak w wypadku „Keep Away” również posiada koncertowe wyciszenia, w których to wokalista ma okazję odezwać się do publiki. Także i tutaj miało to miejsce, Sully Erna wyrażając wszystkim swoją radość z możliwości występowania przed taka publiką poinformował o dodatkowej rzeczy, o konkretnej pomocy w śpiewaniu. Właśnie w tym momencie wyszła ich pani Fotograf i jednocześnie kamerzystka, która nagrywała cały koncert praktycznie od początku. Wokalista wytłumaczył, że jeżeli teraz ta część skandowania i śpiewu nam (Publice) wyjdzie to obiecuje, że to nagranie wyląduje w ich najnowszym klipie dla „Something Different” (Jeśli dobrze pamiętam miało to dotyczyć ich trasy koncertowej, a nie konkretnie samego kawałka, ale mogę się tutaj mylić). Nie trzeba chyba tłumaczyć, że publice wyszło to wręcz idealnie i ponownie zadowolenie na twarzach artystów było wyraźne i wszystkie gesty kierowane w naszą stronę wyraźnie wskazywały na to jak cieszą się z tego występu. Na sam koniec ostatniej partii utworu dodał również jak bardzo zaskoczeni (pozytywnie) są z tego jak ciepło ich przyjęliśmy. Koncert się powoli kończy, a my po nim zostaniemy sami.

„I stand Alone” to utwór, który mało komu trzeba przedstawiać. Główny sztandarowy utwór zespołu Godsmack, promo dla filmu „Król Skorpion”, niesamowicie żywy posiadający pazur kawałek, którym to zespół zazwyczaj żegna się z publiką. Tutaj już publika mogła iść na całość przy skandowaniu, śpiewaniu, skakaniu, pogo.

“I stand alone
Feeling your sting down inside of me
I’m not dying for it
I stand alone
Everything that I believe is fading
I stand alone
Inside
I stand alone”

Koncert dobiegł ku końcowi jednak publika nie pozostała dłużna i dała w podzięce wykonawcą wyraźny znak zadowolenia z koncertu nawet jeszcze po ich zejściu ze sceny.

Podczas trwania całego przedstawienia my jako publiczność doprowadziliśmy do tego, ze uśmiechy radości nie schodziły wykonawcom nawet na chwilę.

W efekcie zagrali 10 kawałków:
1. Straight Out of Line
2. Awake
3. 1000HP
4. Cryin Like a Bitch
5. Something Different
6. Keep Away
7. Voodoo
8. Batalla de los tambores
9. Whatever
10. I Stand Alone

Czekałem na ten koncert wiele, wiele lat i ostatecznie mogę go uznać za najlepszy w życiu i to nie tylko przez wzgląd na Godsmacka, ale i przez to jak wszystko przebiegało od strony publiki. Mimo iż główna gwiazda skończyła wcześniej grać, to ludzie zostali i bawili się w najlepsze pokazując jaką niesamowitą widownią jesteśmy. Sama atmosfera, która towarzyszyła nam już od zakończenia koncertu Hollywood Undead przy barierkach była bezcenna dzięki czemu do początku do samego końca nie żałuję nawet jednej minuty, którą czekałem przez ponad 5 godzin w oczekiwaniu na ten jeden upragniony zespół. W między czasie zauważyliśmy, że to właśnie koszulki Godsmacka wyprzedały się praktycznie w całości kiedy pozostałych zespołów mieli jeszcze sporo na składzie.

Atmosfera + Koncert + wytrwałość mimo pogody przyczyniły się do tego niesamowitego wydarzenia, po którym zacząłem się zastanawiać, czy główną gwiazdą wieczoru faktycznie był Slipknot czy może jednak nie zespół z Bostonu mimo małej sceny i ograniczenia w sprzęcie który się na niej nie zmieścił.

Kamil Sobczak

Strony: 1 2 3 4