Godsmack zagrał na Impact Fest w Łodzi

10 czerwca 2015 | 06:44

Pierwszy koncert w Polsce Godsmack za nami. Przypomnijmy, że zespół zagrał 9 czerwca 2015 r. na scenie obok Atlas Areny w ramach Impact Festival 2015. Podczas imprezy zagrali też m.in. Slipknot, Gojira czy Hollywood Undead.

Poniżej znajdziecie setlistę i moją relację. Wkrótce dodam materiały prasowe i od fanów! Jeśli macie swoje zdjęcia, relacje czy wrzuciliście gdzieś filmik, to podeślijcie proszę na admin@godsmack.pl albo wrzućcie link w komentarzu. Dzięki!

1. Straight Out of Line
2. Awake
3. 1000hp
4. Cryin Like a Bitch
5. Something Different
6. Keep Away
7. Voodoo
8. Batalla de los tambores
9. Whatever
10. I Stand Alone

Muzyka Godsmack towarzyszy mi od ponad 15 lat. Zespół poznałem dzięki audycji Makakofonia Piotra „Makaka” Szarłackiego i była to miłość od pierwszego przesłuchania. „Voodoo” zaintrygowało swoim klimatem, ale przede wszystkim „Keep Away” z genialnym riffem i groovem powaliło mnie do kolana i do tej pory to mój ulubiony numer z repertuaru grupy! W 2004 roku o szybsze bicie serca przyprawiła mnie wiadomość, że Godsmack zagra przed Metalliką na Stadionie Śląskim w Chorzowie. Szybko okazało się, że nastąpiła zmiana i wystąpi Slipknot… Od tego czasu minęło co prawda 10 lat, ale emocje powróciły jesienią 2014 roku kiedy ogłoszono, że w Atlas Arenie w Łodzi w ramach Impact Festival 2015 zagrają m.in. Slipknot i Godsmack! Na samym początku sprzedaży kupiłem bilet i pozostało odliczanie miesięcy i dni do koncertu…

W końcu nastąpił dzień 9 czerwca 2015 i po przybyciu na miejsce pozostało czekanie do 23:30 kiedy to Godsmack miał pojawić się na scenie. Przed wejściem spotkałem się jeszcze z Sandrą z forum, która do tej pory była jedyną osobą jaką znam i widziała wcześniej Godsmack na żywo. Z kim nie rozmawiałem, to nie rozumiał powodu, dla którego zespół gra na małej scenie pod halą i o tak późnej godzinie, kiedy tak naprawdę impreza powinna się już skończyć. Może organizator bał się, że Godsmack ma zbyt mała bazę fanów w naszym kraju? Jeśli tak, to musiał przecierać oczy ze zdumienia, bo fani stawili się licznie i zgotowali chłopakom naprawdę gorące przyjęcie!

godsmack impact festival scena 2015

Impact Festival okazał się festiwalem cierpliwości i czekania. Pierwszy zespół jaki obejrzałem to rodzimy One z młodym, zdolnym gitarzystą Adamem Malickim. Grać chłopak na pewno potrafi, jego zespół miał ciekawe zagrywki, ale momentami miałem wrażenie, że aż za dużo próbowali nawtykać dźwięków i patentów, szczególnie w partiach gitary. Rock to jednak dość prosta muzyka i trzeba zachować umiar. Pół godziny po One na małej scenie zagrała pierwsza gwiazda w postaci Hollywood Undead. Ich koncert to była godzina męki, bo grali strasznie słabo. Marna kalka Linkin Park, rapcorowców i nowoczesności, do tego odniosłem wrażenie, że część wokali leciała z playbacku… Co chwilę spoglądałem na zegarek i nie mogłem doczekać się kiedy wreszcie przestaną grać.

Robiło się coraz zimniej, zaczęło kropić i wreszcie otworzono drzwi do Atlas Areny. Pozostało godzinne oczekiwanie na Gojirę, francuską petardę, która obecnie jest jednym z najciekawszych metalowych zespołów na świecie. Zagrali bardzo intensywny i bardzo dobry koncert, jestem pod ogromnym wrażeniem ich kunsztu i obycia scenicznego. W Polsce mają oddane grono fanów i z pewnością dla Francuzów nie był to po prostu kolejny koncert na kolejnym europejskim festiwalu. Na scenę opadła kurtyna i zaczęło się przygotowanie na występ gwiazdy Impact Festival – zamaskowanej dziewiątki muzyków ze Slipknot.

slipknot impact festival 2015

Grupa gościła już kilkukrotnie w Polsce, ale sam Corey Taylor przyznał, że był to ich najlepszy koncert w naszym kraju i czuje się jakby byli zespołem stąd! Po śmierci Paula Graya i odejściu Joeya Jordisona były obawy, że mogą już nie grać tak dobrze jak kiedyś, ale okazało się, że to w dalszym ciągu perfekcyjna maszyna, którą ciężko zatrzymać. Do Łodzi panowie przyjechali w ramach promocji nowego albumu, jednak premierowe utwory nie zdominowały setlisty. Ich scena wyglądała niczym wesołe miasteczko rodem z amerykańskiego horroru i można było odnieść wrażenie, że przyjechał cyrk, a nie zespół muzyczny! Dziewięciu ludzi na scenie może zrobić niezłe zamieszanie i udało im się to w stu procentach. Biegali, skakali, energia ich roznosiła. Do tego podesty na podnośnikach nie przestawały się poruszać, słupy ognia rozgrzewały i tak już gorącą atmosferę, momentami nie było wiadomo na czym zawiesić oko. Wokalista Corey Taylor co chwilę komplementował publiczność, która nie ustawała w szaleństwie. Przyznał też, że po raz pierwszy bez zachęty z jego strony ludzie usiedli na podłodze w przerwie na gadkę podczas „Spit it Out”.

Po Slipknocie szybka zmiana scen i meldujemy się z powrotem na zewnątrz. Zaczęło znowu kropić, ale deszcz w tym momencie nie miał już żadnego znaczenia. Ludzi czekało już całkiem sporo, niektórzy spędzili pod barierkami kilka godzin, bo czekali tylko na Godsmack! O 23:15 przyszedł czas na patetyczną refleksję z mojej strony – pozostało tylko 15 minut do chwili, na którą czekam 15 lat… Nie było jednak czasu na długie filozofowanie nad sensem życia, bo z głośników puszczono „For Those About To Rock (We Salute You)” AC/DC – utwór, który poprzedza koncerty Godsmack! W porównaniu z pierwszymi koncertami europejskiej trasy, panowie mieli 15 minut więcej czasu więc setlista siłą rzeczy była bardziej rozbudowana niż w Niemczech i Holandii. Zaczęli od „Straight Out of Line” z intrem znanym z płyty i z pewnością nie spodziewali się takiego przyjęcia ze strony fanów! Sully Erna był zaskoczony, że o tej porze tylu ludzi się zebrało, że mają jeszcze tyle energii, i że chyba zespół zasługuje na to by zagrać na dużej scenie o normalnej porze. Ciężko się z nim nie zgodzić! Podczas intra do „Something Different” zachęcał ludzi do skakania, ale i tak najlepszy młyn powstał podczas „Whatever”, kiedy standardowo Sully rozmawia z publicznością przed ostatnim refrenem. Ciekawe czy zobaczymy to na nowym DVD, do którego materiał kręciła właśnie Paris Visone, nadworna fotografka Godsmack. W setliście nie zabrakło najbardziej charakterystycznych utworów jak „Awake” (z intrem znanym z „Mistakes”), „1000hp” z nowej płyty, „Cryin’ Like a Bitch” z „The Oracle” czy wyczekiwanego przeze mnie „Keep Away”. Po pierwszych kilku dźwiękach tego ostatniego prawie posikałem się ze szczęścia! Coś wspaniałego, dla takich chwil warto żyć! Zagrali dłuższą wersję utworu z rozbudowanym środkiem i wplecionym „Walk” grupy Pantera. Następnie nastąpiła chwila wyciszenia w postaci „Voodoo” odśpiewanego razem z publicznością i perkusyjnej solówki na dwa zestawy „Batalla de los Tambores”, podczas której nie zabrakło fragmentów AC/DC, Aerosmith, Queen czy Metalliki. Potem zagrali wspomniane wcześniej „Whatever” i na sam koniec „I Stand Alone”, chyba największy przebój Godsmack, chociaż ja akurat za nim nie przepadam jakoś szczególnie. Podczas koncertu Sully stwierdził, że wkrótce wrócą do Polski i nie był to jeden ze standardowych tekstów rzucanych na każdym koncercie, bo dodał potem nawet zdjęcia na swojego Instagrama z podpisem, że Łódź rządzi, ludzie byli wspaniali i wkrótce tu powrócą!

godsmack impact festival 2015

10 komentarzy do wpisu “Godsmack zagrał na Impact Fest w Łodzi”

  1. kamil napisał(a):

    Naprawdę pierwszy koncert? Tyle się czekało aż przyjadą do Polski a tu tak słabe przyjęcie. Nawet na yt nie ma filmików. Sam musiałem zniknąć w trakcie whatever, ale z dworca i pociągu było widać i słychać jeszcze I stand alone… dziwi mnie narzekanie na deszcz na koncercie, jakby lało niemiłosiernie to rozumiem, ale deszczyk dodawał klimatu. Świetny koncert, zagrali niemal wszystkie utwory na które liczyłem. Oby ktoś im dał jeszcze szanse zagrania pełnego koncertu w naszym kraju i oby nie odrzucili tej propozycji :) . Pozdrawiam, dzięki za setlistę .

  2. Ronin napisał(a):

    Koncert mega! Ostatni utwór I stand alone zniszczył system :D Oby Sully i spółka powrócili szybko jak obiecali ;)

  3. Ronin napisał(a):

    Koncert MEGA ! Setlista wprost cudna. No i na koniec I Stand Alone zniszczył system :D Oby Sully i spółka powrócili szybko tak jak to obiecali. Wykonanie Voodoo, Keep away, Whatever – magia, po prostu magia. Usłyszeć na żywo Straight Out of Line – bezcenne.

    Godsmack – Turn that shit up louder!

  4. Adam napisał(a):

    Ja również czekałem 15 lat na ten moment i nie zawiodłem się. Jedyne za co jest mi przykro to to w jaki sposób tak genialny zespół został umiejscowiony (scena jak na dożynki w gminie), miejsca dla publiczności też nie za wiele. Liczę, że Sully spełni obietnice i przyjadą na własny koncert do Polski.
    Szczerze – nigdy nie sądziłem, że będę stał tak blisko sceny i widział ich jak na dłoni – to jedyny plus tej małej sceny :)
    Pozdrawiam i do zobaczenia na kolejnym koncercie.

  5. Łukasz napisał(a):

    Ja na ten dzień czekałem 7 lat, Godsmack to pierwszy zespół, który otworzył moje serce do rocka i metalu właśnie tym utworem, którym rozpoczęli imprezę… Po pogo na Slipknocie nie byłem w stanie się ruszać i bałem się nie będę mógł w pełni korzystać z ich pobytu, ale gdy już weszli na scenę to odzyskałem wszystkie siły… Byłem bardzo blisko sceny i załapałem nawet kontakt wzrokowy z basistą (zawsze zapominam jak się nazywa). Do tej pory się śmieję jak sobie przypomnę, jak Sully śmiał się z dźwiękowca, że jest głupi hahaha i jeszcze te komplementy skierowane do publiczności… Wiedziałem, że będzie idealnie ale to show było tak zaje***te że po raz pierwszy jestem dumny z tego że jestem Polakiem. Moimi zdaniem najlepszy ich numer to Batalla de los tambores. Mam do tego kawałka sentyment bo gram na perkusji. Pozdrawiam wszystkich co byli na koncercie!

  6. Bartek napisał(a):

    Witam. Posiadam parę zdjęć i filmików z koncertu godsmacka blisko sceny.Niestety moja głupia z1 nagrała straszne przesterowania.Jeżeli ktoś zna się na poprawie jakości dźwięku proszę o odpowiedź.Jeżeli nie to czekam na jakieś inne nagrania,żeby podłożyć z nich dźwięk do swojego obrazu.Pozdrawiam.

  7. Kamil (ale nie ten z 1. posta :p) napisał(a):

    W trakcie „Batalla de los Tambores” zagrali jeszcze fragment We Will Rock You z repertuaru Queen, co akurat dla mnie jest mega smaczkiem, bo na Queen się wychowałem. No ale nie mogę się specjalnie czepiać, że o tym nie napisaliście, bo na koncercie (i w Niemczech i u nas) też niewiele osób skumało bazę. Może to kwestia mojego podeszłego, ekhm, wieku :p

  8. Tomek napisał(a):

    Nie oszukujmy się GODSMACK pozamiatał wszystko :) nawet ta wiejska scena nie zmieniła ich podejścia do fanów ( prawdopodobnie do organizatorów tak, świadczą o tym słowa Sullyego jak mówił, że może następnym razem zagrają w środku) Czekałem na ten koncert wiele, wiele lat i się nie zawiodłem. Do dzisiaj nie mogę tego sobie uświadomić, że widziałem ich na żywo. teraz tylko trzymac kciuki, żeby wrócili i dali koncert ale nie w Łodzi, która zawiodła moim zdaniem organizacyjnie.

  9. majer napisał(a):

    15 lat? Ja 12, ale pamiętam ten koncert w Warszawie i ulgę, że nie przyjechali, bo bym i tak nie pojechał. Wypada mieć nadzieję, że to nie yło tylko takie gadanie i faktycznie przyjadą znowu, jeśli nie do Łodzi (dla mnie bomba, bo stąd jestem), to obojętnie gdzie do Polski. A jeśli nie, to cóż, największe muzyczne marzenie i tak już się spełniło :)